Pierwsza wizyta u psychologa trwa zazwyczaj 50 minut i wygląda mniej więcej tak: siadasz, terapeuta pyta, co Cię do niego przyprowadziło, i słucha. Nie ocenia. Nie analizuje na głos. Nie oczekuje, że od razu powiesz wszystko. Jeśli zamilkniesz w połowie zdania, poczeka. To jest w tej pracy normalność, nie problem do rozwiązania. Lęk przed gabinetem, który czujesz teraz, przed wejściem, ma nawet swoją nazwę: lęk antycypacyjny. Pojawia się dokładnie wtedy, gdy boimy się czegoś nieznanego bardziej niż trudnego. I znika szybciej niż myślisz, bo to co nieznane, staje się znane już po pierwszych dziesięciu minutach.
Krok po kroku: jak fizycznie wygląda pierwsza sesja
Zanim wejdziesz do gabinetu, możesz spędzić chwilę w poczekalni albo na klatce schodowej. Nie musisz być punktualnie uśmiechnięta. Możesz przyjść spięta. Psycholog to widział setki razy.
Po wejściu siadasz tam, gdzie jest wolne miejsce — najczęściej fotel naprzeciwko terapeuty, czasem kanapa. Żadnych kozetki z filmów. Terapeuta zazwyczaj zaczyna od kilku zdań na rozluźnienie, potem pada pytanie, które na początku może brzmieć zbyt szeroko: „Co Cię do mnie przyprowadziło?” albo „Co się u Ciebie dzieje?”. To jest zaproszenie, nie egzamin. Możesz zacząć od byle czego — od „właściwie sama nie wiem, od czego zacząć” też się da.
Pierwsza sesja to w dużej mierze wywiad psychologiczny. Terapeuta chce zrozumieć, w jakiej sytuacji jesteś teraz, co Cię trapi, jak długo i czy masz jakieś oczekiwania wobec terapii. Mogą paść pytania o sen, o relacje, o pracę, o to, czy wcześniej korzystałaś z pomocy. Nie musisz mieć gotowych odpowiedzi. „Nie wiem” to pełnoprawna odpowiedź.
Pod koniec spotkania terapeuta zazwyczaj powie, jak rozumie Twój problem i czy widzi sens dalszej współpracy. Może też zapytać, czy masz pytania. Masz prawo zapytać o wszystko: jak długo trwa terapia, jak często się spotykają, co się dzieje, jeśli zdecydujesz się skończyć po kilku sesjach.
Co z tymi sekretami — czy naprawdę nic nie wyjdzie poza gabinet?
Tak. Psycholog jest związany tajemnicą zawodową z mocy prawa, konkretnie ustawy o ochronie zdrowia psychicznego i Kodeksu Etyczno-Zawodowego Psychologa. To oznacza, że nie może rozmawiać o Tobie z Twoją rodziną, pracodawcą ani znajomymi. Nie może pisać o Tobie w mediach społecznościowych. Nie może powiedzieć nawet tego, czy w ogóle jesteś jego pacjentką.
Jedyny wyjątek — i warto o tym wiedzieć, bo to daje spokój, a nie niepokój — dotyczy sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Jeśli terapeuta uzna, że Ty lub ktoś inny jest w niebezpieczeństwie, ma obowiązek zareagować. To rzadkość i dotyczy ekstremalnych okoliczności, nie rozmowy o tym, że płaczesz w łazience po pracy.
Terapeuta widział już każdą ludzką emocję. Wstyd, złość na własne dzieci, myśl o tym, żeby zniknąć, strach przed śmiercią, miłość do kogoś, kogo nie powinnaś kochać. To nie jest gabinet moralności. To gabinet, w którym można powiedzieć rzeczy, których nie powiedziałaś nikomu.
Psycholog czy psychoterapeuta — które słowo wpisać w wyszukiwarkę?
Krótka odpowiedź: psychoterapeuta, jeśli chcesz regularnej terapii. Psycholog, jeśli szukasz jednorazowej konsultacji lub diagnozy.
Psycholog ukończył studia psychologiczne. Psychoterapeuta ukończył studia plus kilkuletnie szkolenie w konkretnym nurcie terapeutycznym, na przykład w terapii poznawczo-behawioralnej (CBT) albo w nurcie humanistycznym. W praktyce wielu psychologów jest jednocześnie psychoterapeutami. Na stronie gabinetu lub portalu do umawiania wizyt zazwyczaj jest napisane, jakie szkolenia dana osoba ukończyła.
Przy zapisie możesz natknąć się na pytanie o nurt terapeutyczny i poczuć się zagubiona. Nie musisz wiedzieć, czego chcesz. Możesz napisać w formularzu albo powiedzieć przez telefon: „Szukam terapeuty, nie wiem jeszcze jakiego, chciałabym najpierw porozmawiać”. To wystarczy.
Czy można zacząć od terapii online, jeśli gabinet to za dużo?
Tak i to całkowicie uprawniona opcja. Terapia online rządzi się tymi samymi zasadami — tajemnica zawodowa, wywiad psychologiczny, podobny przebieg pierwszej sesji. Dla wielu osób ekran komputera we własnym domu obniża próg wejścia na tyle, że w ogóle zaczynają. Jeśli to jest to, co pozwoli Ci zadzwonić albo napisać — zacznij od online.
Jak się przygotować, żeby nie wejść w totalne zamrożenie
Jedno zdanie na kartce: „Przyszłam, bo od kilku miesięcy czuję permanentny stres i nie potrafię się z niego wydostać.” Jeden punkt wyjścia. Nie musisz mieć gotowej historii swojego życia. Terapeuta poprowadzi resztę.
Jeśli boisz się płakania — płakanie w gabinecie jest tak samo normalne jak oddychanie. Terapeuta ma chusteczki. Dosłownie i w przenośni.
Jeśli boisz się, że Twoje problemy są za małe — nie istnieje coś takiego jak zbyt mały problem na terapię. Istnieje tylko moment, w którym komuś zaczyna przeszkadzać to, jak się czuje. Ten moment to wystarczający powód, żeby przyjść.
Artykuł sponsorowany